Czy jest Pani / Pan za ingerencją państwa w system bankowy?

dobrym słowem

Przypuszczam, że duża część odpowie, że jest. Ja – zdecydowanie nie. Państwo robi zwykle wszystko gorzej niż podmioty prywatne – właściwie nie zwykle, ale zawsze. Problem w tym, że niektóre rzeczy państwo robić musi.

Sam kupuję polisy na dom, samochody – rozumiem potrzebę ubezpieczania się. Ale NIE PAŃSTWO – to podmioty prywatne, działające na wolnym rynku powinny być gwarantami depozytów – nie BFG. Wówczas będzie to jakoś działało, teraz pod duopolem KNF/BFG działa fatalnie. Tak, chcę korzystać z gwarancji dla moich depozytów ale nie podoba mi się bardzo, że jestem w praktyce skazany na BFG.

Każda firma jest w mniejszym czy większym stopniu inst. zaufania publicznego. Kupuję Jacka Danielsa bo ufam, że będzie dobry, że nie będzie miał dolanej trucizny itp. Ale po co urząd kontrolujący jakość Jacka Danielsa? – robi to rynek, konsumenci. Producent strzeże swojej reputacji jak oka w głowie – żaden, absolutnie żaden urzędnik nie zrobi tego lepiej. Dokładnie tak samo jest z Bankami – państwo to urzędnicy. Dlaczego zakładać, ze dany człowiek będąc urzędnikiem lepiej strzeże interesu konsumenta niż ten sam człowiek pracujący w firmie prywatnej? Zwykle na posadzie prywatnej stara się bardziej, jest bardziej zmotywowany – więc lepiej nich nie będzie urzędnikiem a przedstawicielem prywatnego biznesu.

Bankierzy stają banksterami pp. głównie dlatego, że kontrolują ich urzędnicy. Banki „zbyt duże by upaść” pozwalają sobie na ryzykowne gry bo.. bo nie upadają. Bo w porę przyjdzie urzędnik (zwykle skorumpowany w jakieś formie) i z pieniędzy podatnika dofinansuje taki bank. Banki powinny upadać – to nic złego – ten pieniądz i tak krąży w gospodarce. To może niemoralne, że płyną od jednych do drugich, ale krążą nadal – z punktu widzenia gospodarki, nieważne czy ja wydam pieniądze, czy złodziej, który mi je ukradł. Naprawdę. Dlatego Banki powinny upadać – tak będzie zdrowiej.

Weźmy kredyty frankowe – nikt nie zmuszał ludzi by je brali. Zaryzykowali i przegrali. Ja też w życiu przegrałem dużo pieniędzy – inwestując w biznesy, które nie wypaliły, grając na giełdzie. Od nikogo nie oczekuję, że mi to zrekompensuje – moja gra, moje ryzyko, moja przegrana. Niemoralne byłoby czy mi, czy frankowiczom pomagać, bo pomoc polegałaby na zabraniu innym ludziom – to niemoralne. Poza tym niewychowawcze – ktoś taki na drugi raz pomyśli „a – jak mi się noga powinie, PAŃSTWO mi pomoże”. To przekształca ludzi w bezrefleksyjne istoty. Nie przewidujące konsekwencji, w lekkoduchów. Pomaganie frankowiczom w drodze interwencji państwowej w prywatną umowę miedzy bankiem a kredytobiorcą jest złe – bo kredytobiorca to dorosły człowiek. Co miesiąc patrzył na kurs franka, widział jego wahania. Każdy, każdy wie, że palenie zabija, że kurs waluty może się radykalnie zmienić. Narzekanie potem na koncerny tytoniowe, czy na banki to zwyczajne tzw. „rżnięcie głupa”.

Powiązane wpisy