Nie trzeba być chrześcijaninem, żeby być dobrym chrześcijaninem

choinka

Słuchałem ostatnio wykładu prof. Zybertowicza (socjolog z UW); profesor powiedział m.in. że jest „chrześcijaninem kulturowo”, choć nie jest „chrześcijaninem metafizycznie”. Określił siebie jako agnostyka, czyli człowieka wątpiącego – być może jest bóg, a być może go nie ma…

Trzeba pamiętać, że niekoniecznie trzeba być wyznawcą wiary chrześcijańskiej, by być „wyznawcą” etyki chrześcijańskiej. Etyka ta jest piękna – to etyka oparta na miłości do drugiego człowieka. Na czynieniu dobra – Dekalog to zbiór reguł, których przestrzeganie najczęściej prowadzi do osiągnięcia równowagi duchowej, a – jak twierdzą chrześcijanie także „metafizyczni” – do zbawienia. W warstwie ideologicznej chrześcijaństwo ma ogromną przewagę nad judaizmem, czy islamem, które są silnie nasycone wątkami nacjonalistycznymi (judaizm) i szowinizmem religijnym (islam).

Są systemy filozoficzne idące jeszcze dalej niż etyka chrześcijańska – opisują porządek duchowy świata i człowieka jeszcze trafniej, ale skupmy się na razie na chrześcijaństwie.

Prof. A. Zybertowicz
Prof. A. Zybertowicz

Słuchając prof. Zybertowicza uświadomiłem sobie jeszcze mocniej, dlaczego takie działania jak np. program 500+ nie mają szans – w dłuższej perspektywie – na sukces. Dlatego, że to leczenie objawowe, To tak jak leczenie alergii u dzieci metodami dermatologicznymi, a przecież alergia to choroba jelit, a nie skóry.

„Bóg się rodzi” – tak głosi kolęda… A dzieci wśród białych Europejczyków – nie. I to nie dlatego, że warunki bytowe są kiepskie i potrzeba się wesprzeć programami socjalnymi. Kiedyś, np. w przedwojennej Polsce, czy nawet w PRL-u, warunki bytowe były znacznie gorsze, a rodziło się po 3, 5, czy nawet 8 dzieci w rodzinie! Problem jest w tym, że odchodząc od etyki chrześcijańskiej, czy od chrześcijaństwa, społeczeństwa Europy zatraciły zdolność do poświęcania się. Profesor pyta: czy współczesny człowiek jest gotów umrzeć za supermarkety, smartfony, czy dostęp do internetu? Nie. Kultura masowa i osiągnięcia cywilizacyjne nie będą substytutem ideologii. Kiedyś ludzie gotowi byli poświęcić się, zginać nawet, za wiarę, ojczyznę, króla. Mieli ideologię.

Posiadanie i wychowywanie dzieci to duże poświęcenie – to rezygnacja z wygodnego życia. Żadne 500+ nie pomoże, bo ludzie odeszli od stylu życia, z którym wiązały się jakieś idee. Tą główną była idea chrześcijańska.

Dobrze, ktoś powie wiele złego o chrześcijaństwie. I pewnie będzie miał wiele racji – ale człowiek musi mieć jakąś ideę. A jak zabierzemy Europie chrześcijaństwo, to co zostanie? – kult smartfona, internetu i „markowych” ubrań?

Powiązane wpisy

4 komentarze na temat “Nie trzeba być chrześcijaninem, żeby być dobrym chrześcijaninem

  1. STOMAX

    Oczywiście prof. socjologii jest od tego, żeby wymyślać różne koncepcje, ale ja jednak skłaniałbym się ku temu, że albo się jest chrześcijaninem, albo się nim nie jest. Pojęcie chrześcijanin było używane w odniesieniu do uczniów Chrystusa, czyli do tych, którzy uwierzyli Mu, poszli za Nim a ich zachowanie, działania i słowa przypominają Chrystusa. To jest zasadnicza rzecz. Ale można przecież nie być chrześcijaninem, a żyć jak chrześcijanie, czyli przestrzegać dekalogu i osiągać … „równowagę duchową”, ale to nie jest chrześcijaństwo, jedynie przyjęcie pewnej etyki. Dekalog nie nakazuje posiadania licznego potomstwa. Być chrześcijaninem to dużo więcej niż stosowanie się do dekalogu i dążenie do „równowagi duchowej”.

    Autor: „Posiadanie i wychowywanie dzieci to duże poświęcenie – to rezygnacja z wygodnego życia. Żadne 500+ nie pomoże, bo ludzie odeszli od stylu życia, z którym wiązały się jakieś idee. Tą główną była idea chrześcijańska.”
    Owszem też myślę, że jest to środek doraźny ale jest. Znam sporo znajomych, którym te 500 zł pomogło podjąć decyzję o powiększeniu rodziny, choć pewnie nie był to decydujący czynnik. Panie Albercie, niech Pan poda inny, skuteczny sposób na to, żeby zachęcić ludzi do „rezygnacji z wygodnego życia” na rzecz „posiadania i wychowywania dzieci”.

    1. Obserwator

      Tym wpisem zakończył Pan formalnie istnienie chrześcijaństwa, bo jeśli określenie „chrześcijanin było używane w odniesieniu do uczniów Chrystusa, czyli do tych, którzy uwierzyli Mu, poszli za Nim, a ich zachowanie, działania i słowa przypominają Chrystusa” –
      to takich ludzi już nie ma. „Być chrześcijaninem to dużo więcej niż stosowanie się do dekalogu i dążenie do równowagi duchowej.” Oczywiście. Po pierwsze ubóstwo – Jezus wyznawał ubóstwo: ” Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”. Nasza cywilizacja wyznaje kulturę posiadania, rozdaje się nakazowo albo ze swojego majątku pod warunkiem, że tego nie poczujemy – dał ktoś kiedyś na biedne dzieci na tyle, żeby na swoją własną kolacje nie mieć? A Chrystus właśnie tak nakazywał się dzielić. Dzielić się nie z tego co zbywa i dla zaspokojenia swojego sumienia, ale tak aby odczuć to. Nakazywał też nadstawiać drugiego policzka: „Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz”. Nasza cywilizacja jest roszczeniowa i mściwa. W każdym wymiarze to widać. Nawet komentując zamiast chrześcijańskiej pokory to chrześcijański internauta swoją rację pozostawi na górze w imię cywilizacji posiadania nawet jeśli chodzi tylko o posiadanie swojej racji jako ugruntowanej latami nieomylności fundamentów w jakich się wzrastało. I tylko dlatego nie krytykuje on swojej religii a wyłącznie ją chwali, bo od małego był prowadzony do Kościoła. Słysząc o Jonaszu w brzuchu wieloryba i innych cudach nie chce burzyć swojego fundamentu i swojej prawdy woląc interpretować ją na swój użytek. Tak zresztą robi i sam Kościół.

      Kiedy w konfrontacji z Nauką problematyczne stało się tłumaczenie prawd Bożych z Biblii i Kościół przegrał na polu biologii, fizyki, kosmologii musiał przyjąć nową strategię, w której nie odrzucił treści przyrodniczych tylko sprowadził Biblię do pojmowania Boga przez pryzmat czysto duchowy i mistyczny. Wszystko inne w Biblii uznał za nieistotne i nawet to jakim Bogiem w swoim postępowaniu był starotestamentowy Jahwe. Na Soborze Watykańskim II konstytucji dogmatycznej o objawieniu Bożym Dei Verbum Kościół obwieścił:

      „Księgi biblijne w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczą prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo Święte utrwalona dla naszego zbawienia”

      Chodziło tu o nowe pojmowanie Biblii, nie dosłowne, ale przez zbawczy pryzmat dotyczący rzeczywistości transcendentnej, a więc bezpośrednio poznawczo dla człowieka niedostępny. Sprytne.

      Warto jednak nie tylko wierzyć, a również wiedzieć skąd historycznie wzięła się na przykład Trójca Święta ustanowiona przez Konstantyna I Wielkiego na Soborze w Konstantynopolu w 381 roku. Został on zapamiętany również za ustanowienia Bożego Narodzenia na 25 grudnia, kiedy to w tym dniu obchodzono pogańskie Święto Narodzin Słońca … ale nie tylko zapamiętano go z umacniania chrześcijaństwa. Zamknął on w łaźni i ugotował żywcem własną żonę, a wcześniej zamordował syna. Ogólnie był rzeźnikiem na miarę Nerona – tylko, że tak zwanym chrześcijańskim.

      24 grudnia czczono nadejście dnia zrównania dnia z nocą i światło, które ogarnie świat czyli odrodzenie. Jeszcze nie tak dawno, dwa wieki temu kolędnicy szli po polskich wsiach przywołując dziady, czyli zbłąkane dusze, wróżąc i śpiewając:

      Hej w czas przesilenia
      Swarożyca chwalmy,
      Jedzmy, pijmy miodu,
      Dziadom ognie palmy!
      Wesoło śpiewajmy,
      Bogom chwałę dajmy.
      Hej kolęda, kolęda!

      A na czele niesiono symbol Słońca przejęty jako gwiazda betlejemska. W rogu izby stał diduch pierwszy ścięty snop ze żniw, którego rolę przejęła choinka a 12 potraw na 12 miesięcy pracy w polu było wieczerzą dziękczynną za obfitość plonów. Szczodre gody zastąpiono wieczerzą wigilijną w oczekiwaniu na narodziny Jezusa, który jak wiadomo z czasów kiedy odbywały się spisy ludności, a na który zdążał Józef z Maryją i dzieciątkiem, nie urodził się w grudniu. Wszystko po to, aby przykryć pogańskie obrzędy. Zresztą to norma … budowanie dawnych kościołów w miejscach dawnych kultów, zmienianie obrzędów pogańskich w chrześcijańskie. Choćby symbol Opatrzności Bożej – trójkąt z wszystkowidzącym okiem – znak, który ma swoje źródło w mitologii egipskiej i który był symbolem Horusa, syna Ozyrysa.

      A więc co z tą wiarą? Wiara to ewolucyjny czynnik zabezpieczający gatunek przed wymarciem. Pierwiastek duchowy, który jest wkodowany w każdego z nas. Daje nadzieję, a ona pozwala przetrwać człowiekowi zły czas. Religie, duchowość człowieka to ludzka reakcja obronna przed światem, w jakim żyje. Wykształcony przez ewolucję sposób obrony dla zachowania gatunku. Człowiek chroni się wiarą przed nieuchronnością śmierci, wypadkami i codziennymi problemami. Modląc się uruchamia mechanizmy zabezpieczające mózg przed załamaniem się. Wokół są przecież wojny, śmierć, ubóstwo a człowiek nadal rozwija się, żyje, kocha i tworzy. Czy jest to ewolucyjne zabezpieczenie człowieka w postaci pierwiastka duchowego? Ludzie wierzący to ludzie szczęśliwsi. Religia towarzyszyła człowiekowi od zawsze, nie da się jej zniszczyć, bo jest w człowieka wkodowana. Pominę pojęcie cudów, żeby bezwzględnie nie obnażyć ich natury, a co wymagałoby obszerniejszej wypowiedzi.

      Zgadzam się więc z Panem w całej rozciągłości, że to co obecnie mamy jak Pan to trafnie napisał „to nie jest chrześcijaństwo, a jedynie przyjęcie pewnej etyki”. Więc pozostała nam etyka, ale o niezmiennie takich samych ważnych fundamentach jak we wszystkich religiach, gdzie fundamentem jest miłość. Co do Pana stwierdzenia: „Dekalog nie nakazuje posiadania licznego potomstwa.” Dekalog przypomnę został ustanowiony na górze Horeb (Synaj) na długo przed Chrystusem, a więc to Stary Testament jest tu właściwy do cytowania a ten mówi: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną”. Może tym sugerowali się twórcy 500+ tworząc króliczą kampanię.

  2. STOMAX

    1. Szanowny Obserwatorze, chciałem Pana zapewnić, że są ludzie, którzy uwierzyli Jezusowi, poszli za Nim, a ich zachowanie, działania i słowa przypominają Chrystusa. Osobiście znam takich ludzi, Pan nie ?
    2. Jeśli chrześcijaństwo to według Pana ubóstwo i pokora – to trochę mało. Poza tym pokora nie chowa swoich racji, a ubóstwo nie musi oznaczać braku konta bankowego…
    3. Zgadzam się z Panem, że „nasza cywilizacja wyznaje kulturę posiadania” dlatego dobroczynność, filantropia to są zjawiska marginalne, niepowszechne i trudno oprzeć na nich porządek społeczny, ale
    4. Nasza cywilizacja jest taka, jacy są ludzie, którzy ją kształtują. Jeśli chcemy zmieniać cywilizację, zacznijmy od siebie.
    5. Chyba nikt nigdy nie upierał się, że Biblia jest książką naukową, prawda ? Biblia zawiera opis historii zbawienia, który Kościół uznaje za Słowo Boga. Jeśli szanowny Obserwator chce zgłębiać tajniki biologii, fizyki, kosmologii to trzeba się odwołać do dzieł naukowych.
    6. Biblia jest jak najbardziej „poznawczo dostępna” dla człowieka, tym bardziej zrozumiała im bardziej jest odczytywana oczami wiary – bo po to powstała.
    7. Chrześijaństwem nie jest, jak Pan pisze, jedynie „przyjęcie pewnej etyki”. Nie trzeba być wierzącym w Chrystusa, żeby stosować zasady Dekalogu. Tak jak nie trzeba być buddystą, żeby praktykować wegetarianizm. Etyka daje może „równowagę duchową”, wiara o wiele więcej.
    8. W zdaniu „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się….” nie znajduję nakazu posiadania licznego potomstwa. I trzeba zwrócić uwagę na kontekst: słowa te wypowiedział Bóg do pierwszych ludzi po całym akcie stworzenia świata. Przepraszam, może nie rozumiem, czyżby był Pan przeciwnikiem rodzenia się dzieci, czy potępia Pan program 500+, bo z tej Pana wypowiedzi to nie wynika ?

    1. Obserwator

      AD. 1. Znam takich, ale poza Europą.

      AD.5. „Chyba nikt nigdy nie upierał się, że Biblia jest książką naukową”

      No oczywiście poza Świętym Oficjum, które w 1616 roku orzekło, że tezy Galileusza jakoby „Słońce jest środkiem świata i pozostaje nieruchome, a Ziemia nie jest środkiem świata i nie jest w spoczynku, ale obraca się wokół samej siebie w ciągu jednej doby” są bezsensowne z filozoficznego punktu widzenia i stanowią błąd w wierze. 17 lutego 1600 roku spalono na stosie Giordano Bruno, który głosił że wszechświat jest nieskończony i jednorodny z czego wynikał pogląd, że ludzie nie są jedynymi inteligentnymi istotami w kosmosie. Religię uznawał za uproszczoną wersję filozofii, a liturgię za wynik zabobonu. Kościół skazał go za herezję. W 1615 roku Trybunał Inkwizycyjny zabronił głoszenia teorii heliocentrycznej. Ziemia jest płaska i unoszą ją na grzbiecie słonie – to była nauka Kościoła i innej nie wolno było zgłębiać. Naukowe podejście Kościoła do świata odzwierciedlały jeszcze niedawno poglądy świętego Augustyna: „Jest to niemożliwe, aby po przeciwnej stronie Ziemi znajdowali się ludzie, gdyż w Piśmie Świętym nie ma wzmianki o takim rodzie wśród potomków Adama.”

      Indeks ksiąg zakazanych raczej nie napawał do zgłębiania innych dzieł naukowych. Ale to stare dzieje, wiadomo teraz Biblia jest tym bardziej zrozumiała „im bardziej jest odczytywana oczami wiary” jak Pan napisał pokazując zarazem jak wolno transformuje Kościół. W 1981 roku Jan Paweł II powołał specjalną komisję do zbadania procesu prowadzonego przeciwko Galileuszowi. Wcześniej, w 1979 roku, papież wygłosił przemówienie do Papieskiej Akademii Nauk. 31 października 1992 roku, w 350. rocznicę śmierci astronoma, Papieska Akademia Nauk oficjalnie ogłosiła rehabilitację uczonego z Pizy. To oczywiście nie wynik ich współczesnej wiedzy tylko ostrożnej transformacji, ale na Kościół nie można patrzeć tylko z perspektywy Dziś, bo to Kiedyś wpływa wprost na współczesną etykę chrześcijańską.

      AD.8. Nie jestem przeciwnikiem rodzenia się dzieci tylko takich mechanizmów redystrybucyjnych, które na zawsze pozostaną w tak konstruowanej gospodarce i które uderzą właśnie w te dzieci jak dorosną.