Przyklad SGB Banku pokazuje: jest utopią oczekiwanie, by BS-y „mówiły jednym głosem”

BS-y jednym głosem

No bo skoro sama „głowa” (SGB Bank) nie przemawia jednym głosem, a jest targana wewnętrznymi konfliktami między „frakcją Lorka” a „frakcją Pyzika”, to czegóż oczekiwać od tak dużego i zróżnicowanego środowiska, jakim są Banki Spółdzielcze? Oczywiście, „głowa” będzie apelować do „dołów”, by te mówiły jednym głosem (przez nią ustalonym), ale jaki sama ta „głowa” daje przykład? Jaki buduje sobie autorytet, by przewodzić, wytyczać, nadawać ton? Odpowiedź jest oczywista.

Samo oczekiwanie „mówienia jednym głosem” jest czystą utopią (może i ideowo piękną), i jako taka, jest irracjonalne, bo niezgodne z naturą. Bo czemuż Banki miałbym wszystkie podążać jednym torem? Są to ODRĘBNE byty gospodarcze, każdy z nich ma swoich właścicieli, swoje zarządy i swoją politykę działania. Ułomne prawo de facto narzuca obowiązek  obowiązek zrzeszania się, nie pytając nikogo, komu zrzeszać się nakazuje o to, czy tego chce. Tak uradzili „starsi i mądrzejsi” w parlamencie, w rządach i tak ma być. „Doły” mają wykonać, bo co one głupie wiedzą, o tym, co dla nich dobre. Wszak monopol na tę wiedzę mają posłowie, ministrowie, przewodniczący KNF-ów, Bankowych Funduszy Gwarancyjnych i innych tego typu organizacji. To oni wiedzą najlepiej; niech prezesi, rady nadzorcze, zgromadzenia właścicieli siedzą cicho i karnie wykonują polecenia z góry, jak prowadzić bankowy biznes. Nota bene: ich własny biznes, a nie urzędników.

Czy hurtownie spożywcze, piekarnie, fabryki mebli czy skarpet mają obowiązek zrzeszania się? Nie. I jakoś sobie radzą, chleba  i skarpet na rynku nie brakuje, a to bardzo ważne społecznie produkty – proszę sobie wyobrazić życie bez nich. I nich mi nikt nie mówi, że kredyt czy depozyt są ważniejsze od jedzenia. Kto tak twierdzi, niech sprawdzi, ile przeżyje bez produktów bankowych, a ile bez spożywczych. Przywódcom państw strzeliło do głowy nazwanie bankowości „sektorem strategicznym” i – w imię tego – położenie łapy na tym biznesie. I potraktowanie właścicieli i władz banków, jak głupich, niedojrzałych dzieci.

„Mówienie jedynym głosem” władzom SGB Banku się nie udaje. To nie jest dobra wiadomości, bo każda organizacja powinna na zewnątrz jawić się jako monolit. Ale to, że BS-y nie mówią jednym głosem – chwała bogu. Bo czemuż by miały? – to odrębne, niezależne podmioty, z których każdy ma święte prawo prowadzić, własną, autonomiczną i niesterowaną politykę biznesową. Środowisko Banków Spółdzielczych to nie żaden jeden organizm, nie żaden monolit, tylko zbiór niezależnych, prywatnych biznesów, z których każdy ma prawo do SAMOSTANOWIENIA.


Powiązane wpisy

13 komentarze na temat “Przyklad SGB Banku pokazuje: jest utopią oczekiwanie, by BS-y „mówiły jednym głosem”

  1. Kuba

    Oj Panie Redaktorze, taki uczony, a o podstawowej rzeczy Pan zapomniał. Banki obciążają ryzykiem nie swoje pieniądze, tylko depozyty klientów. „Wolnoć Tomku w swoim domku” to mogą sobie firmy pożyczkowe robić, a banki niestety muszą grać tak jak im nadzory każą ( oczywiście w pewnym uproszczeniu bo wiadomo, że do nadzoru jest wiele uwag, np. taka że tak pilnował SK Bank, że wszyscy zapłaciliśmy za to pilnowanie). Więc niech Pan tak nie ubolewa nad naszą dolą, bo przecież nikt nas nie zmusza do pracy i bycia bankami. Pełna swoboda wszystkiego to tylko w utopii Korwina. Można jedynie pomyśleć o likwidacji BFG albo o dobrowolności uczestnictwa w nim. Choć klient w większości dla zysku głupieje i jakieś pasy bezpieczeństwa musi mieć bo nikt nie chce kolejnych amergoldów.

    1. Albert Sadowski

      Dziękuję za pokrzepiające słowa, ale mimo wszystko ubolewam 🙂 Bo to świat, w którym żyjemy, w którym żyć będą nasze dzieci. Etatyzm i socjalizm go dewastuje i to nie jest optymistyczne…
      Nie, nie zapomniałem o „podstawowej rzeczy” 🙂 . Sam jestem zwolennikiem gwarancji i ubezpieczeń i szeroko z nich korzystam. Bo to jest tak:
      Gwarancje depozytów – bardzo mądra rzecz. Państwowe gwarancje depozytów – najgłupsza, jaką w tym temacie można wymyślić.
      Ubezpieczenia emerytalne – bardzo mądra rzecz. ZUS – najgłupsze rozwiązanie jakie można było wymyślić.
      Itd.
      Państwo tą troską o nas robi z nas bezrefleksyjne istoty, daje nam przekaz – nie martw się; jakkolwiek głupio byś postępował, my ci pomożemy. Nie ubezpieczaj się, nie odkładaj na emeryturę, nie dywersyfikuj inwestycji. Jest ZUS, jest BFG, są zapomogi – nie musisz myśleć. MY, PAństwo za ciebie pomyślimy. Tylko płać podatki i wykonuj polecenia. I ludzie stają się inwalidami społecznymi – bez państwa nie są w stanie żyć. To takie kaleki społeczne, które zawsze liczą na kogoś, a nie na siebie.
      Takie postawy kształtują społeczeństwa na masy głupawych owieczek, uzależnionych od państwa, jak narkoman od narkotyku.

      1. Kuba

        BFG ma kasę od banków, więc to nie jest de facto państwowe ubezpieczenie depozytów tylko co najwyżej regulowane i wymyslone przez państwo. Ponadto czy powierzyłby Pan duże oszczędności instytucji nie podlegającej żadnemu niezależnemu od niej nadzorowi i nie majacej żadnych gwarancji?

        1. Albert Sadowski

          Duopol KNF/BFG są 1) pod pełna kontrola państwa i 2) nie ma dla nich obecnie alternatywy. Tu tkwi istota problemu. I dlatego. ze nie maja konkurencji, nie działają efektywnie.
          Likwidacja KNF/BFG nawet nie byłaby konieczna; wystarczyłoby kazać im grać na wolnym rynku, razem z innymi ubezpieczycielami. Proszę zauważyć, że PZU TEŻ JEST PAŃSTWOWE, ale ponieważ musi konkurować na wolnym rynku, też ma motywację, by się starać o klientów. Monopole, czy to państwowe, czy prywatne, takiej konieczności nie mają.

          1. Albert Sadowski

            Istotą problemu jest to, że duopol KNF/BFG nie musi się starać działać dobrze. Bo jest duopolem. Zdecydowanie wolałbym, żeby moje depozyty gwarantowal ktos, kto musi sie starac. Musi, by byc wybranym. jako jeden z wielu konkurujacych ubezpieczycieli. Panstwowym system gwarancji depozytow powinien byc zastapiony WOLNORYNKOWYM systemem gwarancji depozytow. Zbudowanym z wielu, konkurujących gwarantow. Tak bym wolał…

  2. Kuba

    Nawet w pozornie idealnym systemie zdarzałyby się przekręty i wtedy byłyby pretensje do organów państwa, że pozwoliłyby na to, że nie pilnowały itp. Przykładów wiele, ostatnio Ambergold, a polityk, który powiedział kiedyś szczerą prawdę publicznie „trzeba się było ubezpieczyć” praktycznie zakończył swoją karierę. Teraz znowu o nim głośni z tym, że obecnie szkaluje nasz Naród.
    Gdyby sektor finansowy miał się sam pilnować i ubezpieczać i np. hipotetycznie doszłoby do jakiegoś wilekiego kryzysu, który by ten sektor położył to wojna domowa gotowa. Wtedy wszyscy krzyknęliby zgodnie, gdzie było państwo, oddawajcie naszą kasę itp.

    1. Albert Sadowski

      Trafia Pan w sedno. Lud by krzyczał: „a co zrobiło państwo! Jak mogło do tego dopuścić?!” I dlatego lud w systemach demokratycznych wybiera etatystów. Oczywiście powstaje racjonalne pytanie – a dlaczego państwo miałoby cokolwiek z tym robić? W najlepszym ustroju świata – czyli w kapitaliźmnie (chyba nigdzie w pełni nie zainstalowanym) – bankructwa są czymś normalnym – tak jak biegunka, czy torsje w układzie pokarmowym; służą oczyszczeniu.

      Pan Premier Cimoszewicz miał zupełną rację. Oczywiście, ze trzeba było się ubezpieczyć, a nie być lekkoduchem, który potem nastawia się na pomoc państwa. Ja ubezpieczam mój dom. Powiedzmy, ze sąsiad nie. Przychodzi powódź i państwo pomaga sąsiadowi. To ja sobie myślę z irytacją: „po diabła mam być rozważny, po diabła wydawać pieniądze na polisę, skoro sąsiad tego nie robi i nic mu się złego nie dzieje”. TO DEMORALIZUJE; uczy lekkoduchostwa, niefrasobliwości i promuje głupie zachowania.

      Dlatego państwo powinno ukarać winnych Amber Gold, ale absolutnie nie pomagać pokrzywdzonym! Ani frankowiczom. „Chcącemu krzywda się nie dzieje” – chciałeś we frankach? Chciałeś zainwestować w Amber Gold? – nikt cię nie zmuszał. Jeżeli zostałeś oszukany, to winnego trzeba ukarać. Ale nie oczekuj pomocy od państwa, bo polega ona na tym, że aby pomóc tobie, zabierze innemu. I może ty nie będziesz okradziony, ale ktoś inny – przez państwo, na rzecz twojej rekompensaty. Prawo rzymskie mówi: „Chcącemu się krzywda nie dzieje” i to jest bezapelacyjnie słuszne!

      Pisze Pan: „Gdyby sektor finansowy miał się sam pilnować i ubezpieczać i np. hipotetycznie doszłoby do jakiegoś wilekiego kryzysu, który by ten sektor położył to wojna domowa gotowa”. Nie sądzę. Kryzysy finansowe były nie raz, ba, nawet państwa bankrutowały. Powtarzam – w kapitaliźmie bankructwo jest jego integralną cześcią, oczyszczeniem systemu gospodarczego. Jest bardzo potrzebne – nie wolno sztucznie mu zapobiegać, bo robi się to kosztem innych. Sektor finansowy NIE MIAŁBY SIĘ SAM PILNOWAĆ. Miałby go pilnować WOLNORYNKOWY SYSTEM GWARANCJI DEPOZYTÓW. Tak działają ubezpieczenia – prosze spojrzeć na komunikacyjne, majątkowe.

      1. Kuba

        Nad ubezpieczycielami również nadzór ma KNF. Ponadto nikt nie mówi o pomaganiu tym lekkomyślnym tylko o sprawowaniu nadzoru po to by do przekrętów nie dochodziło. Też uważam, że np. frankowiczom nie powinno się pomagać ale np. co do Ambergold to już sprawa jest bardziej złożona bo ile za głupotę i chciwość niech Ci co umoczyli płacą sami. Jednak gdyby organa Państwa zadziałały właściwie to Plichra w ogóle nie rozpocząłby działalńości, a już na pewno by jej tak nie rozwinął. Dlatego Państwo za swoje „niedziałanie” powinno zapłacić poszkodowanym, a najlepiej powinni to zrobić ludzie, którzy umyślnie lub przez beznadziejne wykonywanie swoich obowiązków zawinili. Tylko skąd oni wezmą te miliony.

        1. Albert Sadowski

          Państwo, jeśli płaci odszkodowanie obywatelom, to z pieniędzy im wcześniej zabranych. Więc nie bardzo to ma sens, zwłaszcza jeśli zabierze jednym, bo wypłacić odszk. drugim – po prostu pokrzywdzeni się zmienią, ale nic to nie naprawi. Zresztą – dlaczego poszkodowani w Amber Gold mieliby dostawać jakiekolwiek odszkodowania od Państwa – jeśli już to „obedrzeć ze skóry” tych, co ukradli. Oczywiscie, o ile jest z czego…
          Ubezpieczyciele działają na wolnym rynku – nawet KNF nie jest w stanie specjalnie tego zepsuć (choć bardzo się stara). Natomiast gwaranci depozytów nie działają na wolnym rynku – są nimi KNFi BFG. I to jest istota problemu.

  3. PZU

    Proszę poczytać uważnie rekomendację U tam jest dużo nt. „wolnego” rynku ubezpieczycieli.

    1. Albert Sadowski

      Tak 🙂 :-). Audytujemy też ubezpieczycieli i wiem, jak to wygląda od środka. Chodziło mi o to, że obywatel nadal jeszcze na szczęście może sobie wybrać ubezpieczyciela – oczywiście, spośród tych, którym łaskawie zezwolił na działanie KNF. Natomiast jeśli chodzi o wybór Gwaranta depozytów, to obywatel (i banki) skazany jest na duopol KNF/BFG.

      1. STOMAX

        Ale obywatel nadal może sobie wybrać bank, któremu powierza swój majątek, więc jest wolny rynek czy nie?. Jeśli dobrze rozumiem chciałby Pan, żeby powstał taki oligopol funduszy gwarancyjnych, żeby każdy mógł sobie wybrać ? A kto wybierałby fundusz: bank czy klient ? A nie myśli Pan, że efekt gwarancji byłby osłabiony przez nikłe efekty skali (–> rachunek prawdopodobieństwa) ?

      2. PZU

        O ile mi wiadomo banków jest więcej niż ubezpieczycieli. Ponadto jasna gwarancja depozytów 100 EUR taka sama dla wszystkich jest w moim odczuciu lepsza niż reasekuracja ubezpieczycieli gdzie przeciętny „Kowalski” nie jest zdolny do samodzielnej oceny ryzyka, nie mówiąc już o tym jak ubezpieczyciele wykorzystują wszystkie możliwości łącznie z perfidnym graniem na zmęczenie klienta w celu ograniczenia wypłaty odszkodowania. Osobiście wolę pewne 100 tys. EUR uregulowane przez państwo niż często trudne do wyegzekwowania wypłaty od wolnorynkowych ubezpieczycieli.