Likwidowałem sobie konto w Banku komercyjnym – gehenna!

korpo styl 1

Przy okazji wczorajszej wizyty w Warszawie (miałem konsultacje z RODO w jednym z DM), odwiedziłem jeden z Banków komercyjnych, w którym mam – od długiego czasu nieaktywne – konto. Chcę zlikwidować to konto; od dawna zarówno ja, jak i firma, korzystamy z jednego z Banków Spółdzielczych. Zresztą – jako patriota gospodarczy – namówiłem do tego praktycznie całą moją najbliższą rodzinę – wszyscy mamy konta w BS-ach.

Właściwie nie tylko o patriotyzm gospodarczy tu chodzi, a i o względy czysto pragmatyczne. Poziom kultury organizacyjnej w Bankach komercyjnych jest żenująco niski – przynajmniej w porównaniu do Banków Spółdzielczych.

korpo styl 2Likwidowanie mojego konta trwa już długie tygodnie. Najpierw pojechałem do oddziału, w którym rezyduje mój „opiekun klienta”. Postałem w kolejce i dowiedziałem się, że muszę pojechać do oddziału „macierzystego”. Pojechałem tam – przy okazji kolejnej wizyty w Warszawie. Postałem w kolejce i dowiedziałem, że filia oddziału, w której zakładałem konto została wyodrębniona jako odseparowany oddział i… muszę tam pojechać. A pracują tylko do 15:30…

Dom Maklerski, któremu doradzam w zakresie RODO, zaprosił mnie na kolejne konsultacje już niebawem. Będzie więc wkrótce okazja, by ponownie być w Warszawie. Konsultacje zostały umówione na g. 11, więc rano będę mógł wykonać TRZECIĄ(!!! – a było jeszcze dwukrotne „wiszenie” na infolinii) wizytę w opisywanym Banku komercyjnym i – jak bóg da i partia pozwoli – uda mi się wreszcie zlikwidować konto.

I jeśli nie będę musiał, nigdy do tego Banku komercyjnego nie wrócę….

Zupełnie inaczej jest w moim BS-ie. Gdy potrzebuję cokolwiek załatwić, dzwonię do przemiłej Pani Karoliny, z którą  znamy się bardzo dobrze, bo Jej synek i moja córeczka chodziły do tej samej grupy przedszkolnej. Mogę mieć zaufanie, że załatwi wszystko jak trzeba – zresztą jej Koleżanki z oddziału również.  Pani Karolina załatwia sprawę SAMODZIELNIE – nie muszę „wisieć” na infolinii – i potem oddzwania, żeby zdać sprawę. Czasem muszę odwiedzić oddział, żeby podpisać jakiś „papierek”, co czynię z przyjemnością, bo personel tam pracujący to pogodne i pomocne osoby.

korpo pracaWiem, że niniejszy felieton brzmi jak jakiś materiał reklamowy BS-ów, ale po prostu tak jest. I to nie tylko w moim BS-ie; byłem już w ok. połowie Banków Spółdzielczych osobiście, więc znam Państwa środowisko.

Pomiędzy poziomem kultury organizacyjnej BS-ów a poziomem kultury organizacyjnej „komercji” jest przepaść. Rzecz jasna – na Państwa korzyść. Serdecznie gratuluję i nieśmiało podpowiadam – jeśli nie musicie, nie konsolidujcie się, nie inkorporujcie. Bo to wszystko co jest, zostanie zepsute. A szkoda by było spaprać tak fajnie funkcjonującą bankowość lokalną…

Tu „stary” art. BS-y czy „korpo” – gdzie wolimy pracować?:

BS-y czy „korpo” – gdzie wolimy pracować?

Powiązane wpisy

3 komentarze na temat “Likwidowałem sobie konto w Banku komercyjnym – gehenna!

  1. gosc

    „Pani Karoliny, z którą znamy się bardzo dobrze, bo Jej synek i moja córeczka chodziły do tej samej grupy przedszkolnej. ” – niestety relikt nazywany bankami spółdzielczymi ma to do siebie, że właśnie wszelkie formalności załatwia się za pomocą przedszkolnych znajomości. Żenujący wpis.

    1. Albert Sadowski

      Myślę, że zupełnie nie rozumie Szanowny Komentator (ka) istoty Bankowości Spółdzielczej. Dokładnie na tym właśnie polega siła, wysoka jakość, elastyczność BS-ów, że tu w większości przypadków klient nie jest kimś obcym, a szwagrem, kolegą z liceum, sąsiadem, lokalnym dentystą itp.. To jest właśnie ZALETA Bankowości Spółdzielczej. Każdy rozsądny po tysiąckroć woli porozmawiać właśnie z taką symboliczną „Panią Karoliną”, niż wisieć na bezdusznej infolinii w komercji, czy czekać ze znużeniem aż „centrala” się wypowie, bo dysponentka w oddziale ma procedury i kropka.
      BS-y stoją o niebo wyżej pod wzg. kultury organizacyjnej, jakości obsługi, elastyczności. Właśnie likwiduję (od lat martwe) konto w komercji i mam nadzieję, żę nigdy nie będę musiał tam wrócić. Bo tam w komercji jest – przepraszam za nieeleganckie słownictwo – jedno, wielkie DZIADOSTWO.

    2. Albert Sadowski

      Taka postawa hołubiąca wielkie korporacje, banki komercyjne i nowoczesność, biegającą na codzień w krawatach i na szpilkach, przypomina mi postawę zakompleksionych, wiejskich młodych panien, które nafaszerowane środkami antykoncepcyjnymi i niebotycznymi ambicjami, jadą do „stolycy” robić karierę. I wstydzą się że są ze wsi, z małego miasteczka; nie do pomyślenia byłoby mieć konto w Banku Spóldzielczym, albo jeździć Daewoo Lanosem. I TO JEST WŁAŚNIE ŻENUJĄCE…
      Ale to tak naprawdę biedni ludzie – odcinają się od swoich korzeni, od swojej tożsamości.
      Zdrowi ludzie tak nie robią. Są dumni z siebie i swojego mikro-świata…