Sz. Kom. TYLER DURDEN: Fajnie żyje się młodym ludziom na polskiej prowincji. Oczywiście jeśli mają odpowiednio ustawionego tatusia, mamusię lub teściów.

tulipany b

Szanowny Komentator TYLER DURDEN:

Fajnie żyje się młodym ludziom na polskiej prowincji. Oczywiście jeśli mają odpowiednio ustawionego tatusia, mamusię lub teściów.

Poniżej fragment wywiadu z Dziennika Gazety Prawnej z naukowcami, który przeprowadzili szerokie badania terenowe na prowincji rozmawiając z jej mieszkańcami (ciekawy w kontekście tego, że jak twierdzą wolnościowcy, podobno każdy jest kowalem własnego losu).

Badaliście prekariat w największych miastach, ale też w mniejszych, jak Wałbrzych, Radom czy Szydłowiec. Co można powiedzieć o zjawisku prekaryzacji w mniejszych ośrodkach?

MROZOWICKI: Że kompetencje nie są tam najważniejszym kryterium oceny pracownika. Jak w mikrokosmosie odbijają się tam nierówności ekonomiczne i klasowe związane ze statusem rodziny i pochodzeniem. Często ludzie mówili wprost: brak znanego nazwiska oznacza, że człowiek nie ma żadnych szans na znalezienie pracy. Takie doświadczenia zupełnego zablokowania dotyczą także osób, które zdecydowały się na powrót do rodzinnych miejscowości po studiach. Dobrze sytuację młodych pracowników w tych miejscach oddaje metafora dżungli społecznej i pustyni społecznej. Prekariusze dryfują pomiędzy nimi, próbując się odnaleźć na rynku pracy.

Poniższy fragment wywiadu jest ciekawy w kontekście dyskusji na temat programu 500 plus.

Co możecie powiedzieć o kobietach pracujących w niepewnych warunkach?

MROZOWICKI: W momencie gdy kobieta ma do wyboru niską pensję i złe warunki pracy w sklepie spożywczym w małej miejscowości, często wybiera pozostanie z dzieckiem w domu.

Zostaje w domu z dzieckiem, dlatego że otrzymuje niską pensję?

MROZOWICKI: Niska pensja jest ważna, ale nie mniej kluczowe są złe warunki pracy. Praca w prywatnym, często franczyzowym sklepie spożywczym w małej miejscowości koncentruje jak w soczewce ciemniejszą stronę naszego kapitalizmu. Pracownik, który zaczyna pracę w takim miejscu, trafia tam z całą swoją historią. Właściciel, a jest nim często miejscowy, posiada wiedzę na temat pracowników, wie, że np. pracująca kobieta jest matką samotnie wychowującą dziecko i ma niewiele możliwości na znalezienie innej pracy.

CZARZASTY: To jest autokracja, co potwierdzają wyniki badań na temat małych przedsiębiorstw. Pracownikowi wydaje się rozkazy. Utrzymuje się pogląd, że „czyja własność, tego prawo”, czyli jak chcesz się rządzić, to na swoim, a jak pracujesz u mnie, masz się słuchać. Widać wyraźnie wpływ kultury folwarcznej. I to m.in. wyjaśnia, dlaczego wizja własnego biznesu jest nadal atrakcyjna: tylko praca na swoim chroni przed przedmiotowym traktowaniem, czy nawet gorzej – pomiataniem, a co poniektórym pozwala marzyć, że sami będą mogli rozstawiać po kątach swoich pracowników, jak już się ich dorobią.

W innym wywiadzie jeden z badaczy opowiada historię dobrze zarabiającego architekta, który stwierdził, że pracując w pralni w Irlandii był bardziej podmiotowo traktowany niż jako architekt w biurze projektowym w Polsce.

Powiązane wpisy